Poppery – woblery powierzchniowe

Popper, czyli chlapacz, wobler powierzchniowy. Przynęty te mają bardzo prostą budowę. Przednia część jest ścięta pod dość ostrym kątem i znajduje się w niej okrągłe zagłębienie, w którym znajduje się oczko do mocowania zestawu. Poppery pracują tylko na powierzchni i są przeznaczone tylko do łowienia powierzchniowego. W Polsce nie cieszą się one wielką popularnością, bowiem brania na nie, zdarzają się raczej rzadko – tylko w ściśle określonych warunkach. Na filmach wędkarskich, czy na youtube, przynęta sprawia naprawdę ogromne wrażenie. Prowadzimy wabik po powierzchni wody, cały czas go widząc. Atak na przynętę odbywa się na naszych oczach. Wygląda to niesamowicie. Często drapieżnik atakując od dołu, wyskakuje w powietrze, robiąc świecę i pokazując nam swoje cielsko w pełnej krasie. Problem jest tylko w tym, że na poppery łowi się zdecydowanie mało ryb. Nie ufajmy filmom! Życie to nie film ;-) Wrzucanie poppera do wody najczęściej kończy się wędkarskim fiaskiem. Ja sam stosowałem i stosuję te przynęty niezmiernie rzadko. Dawno temu, gdy byłem na etapie odkrywania tegoż wabika, łowiłem na niego bardzo często – oczywiście jak na młokosa przystało – bez pomyślunku i logiki. Wrzucałem go w nurt i ściągałem różnym tempem. Wrzucałem pod zarośla, ciskałem tam gdzie oczkowały ryby, wreszcie podawałem przynętę tam, gdzie spławiał się drapieżnik… Efektów zero. W końcu, po długim czasie, doczekałem się pierwszej ryby na poppera. Był to okoń. Wziął na płyciźnie, gdzie głębokość nie przekraczała 10-15 cm. Przez godzinę czasu złowiłem tam około 20 pasiaków w ten sposób. Nie wiem dlaczego atakowały tylko wtedy, w tak podaną przynętę. Żerowały pod powierzchnią. Widać było ich spławy oraz cmokanie przez dłuższą chwilę. Prawdopodobnie goniły drobnicę. Ataki na poppera były rzeczywiście niesamowite. Chlapanie, wyskoki, gdy okoń się zbliżał, przecinając powierzchnię wody nastroszoną płetwą grzbietową, wyglądało to jak parodia filmu Szczęki w miniaturowym wydaniu. ;-)
Tymczasem przynęty płytko pracujące, podpowierzchniowe wręcz – okoniom się nie podobały zupełnie. Do tej pory, łowiąc w tym miejscu, stosuję tą przynętę. Letnimi wieczorami bywa tam naprawdę skuteczna. Drugim przypadkiem, kiedy mój popper święcił triumfy na łowisku, to sytuacja, gdy próbowałem dopaść szczupaka ze starorzecza. Złowiłem cztery sztuki w ciągu godziny. O tym, że nie był to ten sam – jeden osobnik, świadczyły różne wymiary wszystkich ryb (wypuszczałem każdego zaraz po złowieniu). W tym przypadku zarzucałem przynętę pod liście grążeli, czekałem aż znikną oczka po wpadnięciu wabika do wody. Następnie podciągałem powolnymi ruchami. Przesuwałem wabik o 40-60cm i znów czekałem, aż kółka znikną. Podręcznikowa technika zgapiona z filmów ;-) Szczupaki brały w przynętę nieruchomą, kilka sekund po jej zatrzymaniu.
Kolejne popperowe odkrycie to bolenie. Pokazał mi to wędkarz łowiący młynkiem o przełożeniu aż 1:8! W miejscówce, gdzie łowił, złapałem bolenia raz tylko w życiu i uznałem, że są zbyt tresowane żeby sobie nimi tam głowę zawracać. Polowałem wówczas na klenie i okonie, kiedy facet łowiący kilkadziesiąt metrów ode mnie, zaczął mnie wołać o pomoc, trzymając wędzisko wygięte w całkowity pałąk. Wytargał bolka na 82 cm swoją techniką. Zmierzyliśmy rybę, zrobiłem mu zdjęcie i wypuściliśmy go. Wtedy spytałem go, czy założenie poppera to był eksperyment? Odpowiedział twierdząco, że owszem – eksperyment, ale sprzed kilku lat. Że teraz tylko w ten sposób łowi tutaj bolenie, bo inaczej się nie da. Jego sposób, także mnie, przyniósł kilka srebrnych torped.

Jak prowadzić poppera
Z popperem – podobnie jak z większością przynęt spinningowych, należy odpowiednio postępować. Sposób podania i prezentacji wabika jest kluczem do sukcesu. W zależności od ryby, którą chcemy złowić i wody, w której łowimy, można poppera poprowadzić na różne sposoby.
Sposób 1
Stosowany podczas połowów boleni w nurcie. Czyli rzut lekko pod prąd i jazda na maxa młynkiem. Prowadzony tak popper, który jest dobrze wyważony, robi mnóstwo zamieszania na powierzchni. Bąbelkuje, miesza, odjeżdża na boki, jak mała motorówka, mająca problemy ze sterownością. Pozostawia na wodzie smugę – ślad po rozbryzgach, które generuje. Zaznaczam, że nie wszystkie bolenie i nie wszędzie, dają się nabrać na ten trik. W miejscach gdzie tak łowiłem, najlepiej się sprawdzał 5,5 cm popek nieznanego producenta z grzechotką. Brzuszek biały, boki srebrne i grzbiecik oliwkowy, czoło w barwie czerwonej.
Sposób 2
Szczupaki i okonie w wodach stojących. Czyli powolne podciągnięcia i kilkunastosekundowe zatrzymanie w miejscu. Wczesnym rankiem, wieczorem i w nocy to bardzo dobra technika na letnie drapieżniki. Lubią wychodzić za drobnicą na płyciznę i nie pogardzą zdechlakiem, który na powierzchni wody wykonuje rzadkie i nieskoordynowane ruchy. Imituje w ten sposób ciężko ranną rybkę z uszkodzonym pęcherzem pławnym, która dogorywa na powierzchni. Tutaj dobry może być popper o długości 7-12 cm. Swojego przerobiłem na wersję bloody – malując markerem kilka smużek krwi w okolicach głowy. W nocy to co prawda nie ma wielkiego znaczenia, ale gdy robi się widno…
Sposób 3
Jednostajne, niezbyt szybkie zwijanie z podciągnięciami szczytówką w jedną i druga stronę na przemian. Tutaj wolę poppera żabopodobnego. Właśnie żabę ma imitować, taką pokraczną, płynąca nieco chaotycznie. Chorą, poturbowaną. Takim kąskiem nie pogardzi ani rzeczny szczupak, ani kleń, a złapać można nawet pstrąga (mnie ta sztuka się jeszcze nie udała, ale byłem świadkiem takiej sytuacji i będę na pewno nadal próbował). Technika ta, jest dobra na pstrągi, zwłaszcza na początku sezonu pstrągowego, gdzie imitacje żabek święcą największe tryumfy. W rzekach nizinnych i wodach stojących sprawdza się przez cały sezon. Warunek – popper w barwach żabki, czyli zielony albo brązowy w kropki, w mętnej wodzie fluo.

Czy warto inwestować w poppery? Moim zdaniem kilka sztuk warto mieć, na wybrane okazje. Przynęta jest raczej długowieczna – ciężko ją urwać na dnie, z racji tego, że pływa po powierzchni. Stratę można odnotować jedynie na drzewach i krzakach po niesfornym rzucie. No i jeśli nie założymy przyponu, a trafi się szczupak… Zatem jedna inwestycja w kilka egzemplarzy nikomu nie zaszkodzi. W przypadku złowienia nań ryby nie będziemy żałować. Ataki ryby na powierzchni są niesamowite! Zwłaszcza dużych okazów. To jak łowienie na suchą muchę dla muszkarza. Rozbryzgi wody, chlapanie, hałas – jednym słowem HARDCORE! ;-)

Zobaczcie sami:

skitter pop rapali

Bass wyciągnięty z zielska

kolejna ryba na poppera

Skomentuj na FORUM