Salmo hornet

Slogan reklamowy Salmo: Jeśli szukasz przynęty, na którą można złowić praktycznie wszystko co pływa w wodzie to Hornet jest strzałem w dziesiątkę! Chociaż sam daleki jestem od takich stwierdzeń, to muszę przyznać, że w słowach tych jest sporo prawdy. Hornet pojawił się na rynku już dawno temu – w 1995 r. Stał się chyba najbardziej rozpoznawalnym woblerem firmy na całym świecie. Obecnie występuje w 15 odmianach kolorystycznych, które imitują małe okonki, płoteczki, pstrążki a nawet raczki. Są też oczywiście dwie wersje fluo. Oferta hornetów jest przebogata. Obok wspomnianej palety kolorystycznej, istnieją 3 wersje pływalności: wersja pływająca, wersja tonąca i super deep runner.
Wielkości, w których występuje hornet to:
1. 2,5cm – wersja tylko tonąca, uzbrojona w jedną – tylną kotwiczkę. Jego masa to 1,5 g. Na to maleństwo złowiłem kiedyś w bezrybny dzień masę okoni i miarowego szczupaczka. A podobno szczupak nie połakomi się na maleńką rybkę, bo mu się to nie opłaca ze względów energetycznych ;-) Producent do tego modelu przewiduje korzystanie z żyłki o średnicy 0,14 mm, ale możliwe jest łowienie także na żyłeczce nawet 0,18mm. Start przynęty jest wówczas nieco gorszy, ale gdy już ruszy to działa poprawnie i skutecznie kusi ryby. Nurkuje do 1 metra głębokości.
2. 3,5cm; Jest w wersjach zarówno pływającej, jak i tonącej (odpowiednio: 2,2 g i 2,6 g). Uzbrojony w dwie kotwiczki. Wg. producenta osiągają głębokość do 1,5 (pływający), do 2 m (tonący). Bardzo dobra przynęta na klenie i jazie w nurcie. Nie wykłada się na boki, cały czas pracuje szalenie agresywnie. Moim faworytem jest wersja pływająca, którą można poprowadzić bardziej precyzyjnie w takim właśnie – kleniowo – jaziowym łowisku. Łatwiej jest nim uniknąć zaczepów.
3. 4 cm; – mój ulubiony hornet! W wersji fluo to jedna z moich jokerowych przynęt podczas korzystania z ultralightowego zestawu. Może nim osiągnąć głębokość nawet do 2 m. Producent podaje, że w wersji tonącej zejdzie aż do 2,5m. Być może tak jest, ale mnie się nigdy nie udało sprowadzić go aż tak głęboko. Super na: okonie, klenie, sandacze, pstrągi. Wersja pływająca czwórki to przynęta, którą warto mieć w swoim arsenale. Jest to jeden moich czarnych koni – wiele razy ratował wędkarski honor nad wodą.
4. 5cm; Wersje BE i BT (Czarny w żółte kropki i czarny z jakimś badziewnym wzorkiem na grzbiecie), to ponoć jedne z najlepszych przynęt na brzany. Zejście na głębokość 2,5 metra jest jak najbardziej realne tym woblerem. Model malowany na pstrążka, sprawdził się na Dunajcu na większe kropkowańce. Świetnie daje się przytrzymać w nurcie nie gasnąc. Nie gubi pracy ściągany pod prąd.
5. – 6cm; To już przynęta sandaczowa. Nie pogardzi nim też pstrąg, ani szczupak. W tej wielkości doskonale sprawdzają się naturalistyczne imitacje małych rybek, czyli kolory: DB, HGS i D oraz imitacje małych okonków (RS i HP). Zwłaszcza w te drugie lubi przywalić nawet całkiem przyzwoity szczupak. Podobno na niektórych jeziorach i zbiornikach zaporowych są tak skuteczne, że używa się ich do trollingowania za większymi szczupakami.
6. 7 cm; Siódemka występuje tylko w wersji tonącej. Przyznaję bez bicia, że jeszcze nie miałem okazji nim łowić, ale na pewno spróbuję.

Dla mnie seria hornetów, to jeden z woblerowych bestsellerów. Zdecydowanie najlepszy produkt firmy Salmo – co do tego nie mam wątpliwości. Jego sława ogarnęła całą wędkarską Europę i sięgnęła aż za ocean. Nawet tam zebrał doskonałe recenzję. Jego gęstą, a jednocześnie szeroką pracę docenili europejscy i amerykańscy łowcy oraz (a może przede wszystkim) ryby. Praca horneta to właśnie majstersztyk! Robi sporo zamieszania pod wodą. Owszem – ktoś może powiedzieć, że każdy wobler tak robi. Ale hornet ma to coś, co powoduje, ze jego mieszanie wody prowokuje i nęci ryby, a nie płoszy ich. Błyskawicznie startuje – już podczas bardzo powolnego prowadzenia. W rzekach nadaje się do łowienia z prądem, można go prowadzić nieco szybciej od uciągu wody, a on pracuje – co potrafi rzadko która przynęta tej klasy. Poniekąd hornet jest jednym z najlepiej sprzedąjących się woblerów w Europie – to też coś znaczy. Salmo bombarduje zewsząd reklamami swoich wyrobów, ale reklamy horneta jeszcze nie widziałem. Bo i po co reklamować coś co sprzedaje się jak świeże bułeczki?

Czy coś bym zmienił w tym wobku? Tak – kotwice! To jego najsłabsza strona. Owszem są ostre i sprężyste, ale w kontakcie z wodą niemiłosiernie rdzewieją. Kółkom łącznikowym zarzucić nic nie można. Chciałbym jeszcze, żeby na rynku pojawiły się wielkości 10, 12 i 14 cm ;-) Myślę, że sumom, szczupakom, czy większym sandaczom by się spodobały a i łowcy głowacic i troci by raczej nie mieli nic, przeciwko takim przynętom w swoich pudełkach.

Jak ktoś nie miał jeszcze styczności z hornetem, a jest ciekawy jego pracy, to w tym filmiku zobaczyć można kilka ciekawych ujęć (uwaga jest to chyba film reklamowy kierowany do wędkarzy z USA!):

Skomentuj na FORUM