Trabucco T Force spinning

Żyłka sygnowana nazwiskiem – marką Roberto Trabucco – doskonałego wędkarza, wielokrotnego mistrza Włoch i drużynowego mistrza świata. Żyłkę kupiłem jesienią 2011. Potrzebowałem czegoś na ostatnie ciepłe dni roku i polowanie w dość płytkiej wodzie, gdzie w tym roku, z powodu wysokich temperatur, wyjątkowo długo przebywały drapieżniki. Ownera o przekroju 0,22 mm – mojego faworyta – nie było w sklepie, ale sprzedawca zaproponował mi w zamian właśnie tą żyłkę: „Trabucco T Force spinning”, na szpuli było nawinięte 150 m, a cena wynosiła 15 zł.

Słyszałem kiedyś od znajomego przyzwoite opinie o niej, stwierdziłem, ze przy okazji jakiś test na extreme się przyda, dlatego zdecydowałem się ją kupić. Pudełko i szpulka wyglądają bardzo elegancko.

Naklejka sygnalizuje następujące parametry:

średnica: 0,227;

moc w kg: 7,050;

moc w LB: 15,529 lbs.

Żyłka miała barwę bardzo neutralną – przezroczysto – przydymioną. Dla mnie taka barwa, to ideał na Wisłę. Po nawinięciu na młynek, od razu rzuciła mi się w oczy jej dosyć spora sztywność. Na szczęście w przypadku zastosowania, które dla niej przewidziałem, nie uznałem tego za wadę, lecz za zaletę. Miękkie żyłki (przy tej średnicy) nie są zbyt trwałe i szybko się ścierają. Czasami odnoszę wrażenie, że żyłki mogą mieć jakieś zabezpieczenia przed ścieraniem, jak plecionki i te wytrzymalsze są sztywniejsze. Nie będę wnikał w szczegóły (póki co), bo z żyłek korzystam i tak bardzo rzadko. Producent w swoich reklamach opisuje Trabucco T Force spinning jako wyjątkowo odporną na przetarcia i predysponowana do łowienia „okazów”, ryb super walecznych, „wielkich ryb życia” i tym podobne :-) Dodatkowo zapewnia o odporności na promienie UV, a jakby głębiej googla przekopać, to niewykluczone, że przed trzęsieniami ziemi, szarańczą i innymi plagami również. Oczywiście nie muszę pisać, że średnio na to zwróciłem uwagę. :-) Teraz dwa słowa o tym jak sprawdziła się w boju

Łowiłem kilka razy w dość płytkim miejscu (0,5 – 1,5 metra) przynętami o masie 10-20 gramów. Kamieniste dno nie ułatwiało mi łowienia i co rusz łapałem zaczepy. Na samym początku uwalnianie „siłowe” było podobnie proste, jak w przypadku dość grubych plecionek. Żyłka wytrzymywała wiele i to przez kilka wypraw! Fakt, że sztywność miała okrutną i skręcanie jej podczas łowienia wahadłówkami i wirówkami dawała o sobie znać, ale z ręką na sercu muszę przyznać, że odporność na przetarcia ma naprawdę wysoką. W sumie żyłką tą, łowiłem kilkanaście razy. Dopiero pod koniec sezonu dały się zauważyć pierwsze oznaki zużycia i jej osłabienia, ale po przewinięciu jej od tyłu znowu miałem „zdrowy” odcinek, który starczy na kilkanaście kolejnych wypraw, w czasie których mogę być spokojny o swoje przynęty na zaczepach i o ewentualny bezpieczny hol zaciętych ryb.

Podsumowując: żyłka z racji sztywności jest nieco gorsza od Owner broada, ale zaznaczę, że Owner kosztuje dwukrotnie więcej (20 zł za 100m). Mając na uwadze ceny i jakość innych żyłek dostępnych na naszym rynku, uważam, że w zestawieniu jakości do ceny, jest to jedna z najlepszych żyłek jakie są w sprzedaży. W mojej osobistej klasyfikacji na najlepszy monofil, wskoczyła na II miejsce, które do tej pory zajmował bardzo długo Siglon Balzera. Myślę, że mogę ją polecić każdemu do rzecznego łowienia, gdzie o uszkodzenia linki nietrudno, a gdy precyzja łowienia schodzi na drugi plan (patrz wzmianka o sztywności).

Skomentuj na forum