Wpływ warunków pogodowych na zachowania ryb

Wpływ warunków pogodowych na zachowania ryb

Na to, kiedy wybierzemy się na ryby, ma wpływ wiele czynników. Niektóre są bardzo przyziemne (np. kobiety albo praca ;-) ), ale są też nieco bardziej zagmatwane i niekoniecznie zależne od nas. Mowa tutaj o otaczającej nas przyrodzie. Ileż to razy w letnie po południe zrezygnowaliśmy z wypadu, bo żar lał się z nieba, tak że po całym dniu byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni? Ile razy temperatury minusowe zaraz po przeziębieniu zniechęciły nas od wypadu na pstrągi w lutym? Jak często uciekaliśmy znad wody przed burzą i ulewą? Ano właśnie – o to chodzi. Czasami gdy zaplanuję sobie popołudnie albo wieczór z wędką, to już przed południem sprawdzam prognozę pogody, by zorientować się, czy w ogóle warto się nastawiać na jakiekolwiek połowy, czy może zainwestować swój wolny czas w coś innego? A może dzięki takiemu rozeznaniu uda się lepiej rozplanować wyprawę i połów? Czasami można co nieco przewidzieć i zminimalizować możliwość porażki nad wodą. Połączyć kilka elementów układanki w całość, próbując się domyślić, gdzie dziś odnajdziemy dany gatunek, który ma być celem naszej wyprawy. Aby to zrobić musimy wiedzieć jak ryby reagują na zmiany atmosferyczne?

Z „Kalendarzy brań” publikowanych przez wędkarską prasę, którą czytałem za młodu, nie korzystałem nigdy. Chciałem kiedyś zweryfikować to najprostszą metodą z możliwych. Wracając z ryb, patrzyłem na „kalendarz brań”, który był publikowany w jednym magazynie wędkarskim, który wówczas czytywałem (czyli sto lat temu), po czym porównywałem go do swoich efektów. Nigdy nie patrzyłem na ów „kalendarz” przed wyjściem na ryby. Rozumiecie – nie chciałem się sugerować…

Efekty mojego sprawdzianu były „pół na pół” – wniosek więc był prosty – owe kalendarze są bzdurą wyssaną z palca (uważam, że aby coś było weryfikowalne, powinno mieć przynajmniej 90% sprawdzalności, w przeciwnym razie możemy mówić o przypadkach i zgadywankach). Kilka lat później zostałem uświadomiony w tej kwestii nieco bardziej przez dwóch bardzo dobrych i doświadczonych wędkarzy. Po prostu wykazali oni w prosty sposób ilość zmiennych, jakimi są czynniki atmosferyczne i ich wpływ na zachowania ryb na każdej wodzie. Mając na uwadze obszar naszego kraju, ilość i różnorodność łowisk, dawało to bardzo logiczny wniosek: „Nie można stwierdzić że np. dziś sumy będą żerować.” Na południu polski opady i niska temperatura, na północy słońce i susza, inny kierunek wiatru, inne ciśnienie itd. Logiczne jest więc, że ryby tych samych gatunków na różnych obszarach mogą się danego dnia zachowywać w skrajnie różny sposób. Sumy w Krakowie mogą żerować na potęgę, a już kilkaset kilometrów niżej, na tej samej Wiśle, mogą wręcz z obrzydzeniem odsuwać się od przepływających błystek i woblerów. Mając na uwadze, że ryby nie czytają wędkarskiej prasy, można śmiało powiedzieć że nie wiedzą, czy mają akurat dziś brać, czy nie, bo Pan Redaktor tak sobie wymyślił.

Poniżej zestawiłem poszczególne zjawiska atmosferyczne, starając się przybliżyć w jaki sposób mogą one oddziaływać na środowisko wodne (czyli nasze łowiska i ryby zamieszkujące w nich).

 

Wpływ fazy księżyca

Jest to czynnik, który bodaj najbardziej obrósł już w wędkarstwie gigantyczną mitologią. Wpływ odległości księżyca od słońca i ziemi na przyciąganie jest niepodważalny. Działa to między innymi na wodę. Teorii dotyczących fazy księżyca na brania ryb jest tak wiele i są one tak skomplikowane oraz zagmatwane (a w większości niepoparte żadnymi weryfikowalnymi argumentami), że uznałem że dopóki nauka nie odkryje bardziej szczegółowych danych na ten temat, to można wpływ księżyca całkowicie pominąć. Pływy, na które oddziałuje księżyc – a co za tym idzie – poziom wody i jego zmiany, są marginalne w porównaniu do innych czynników, które zmieniają np. wspomniany poziom wody o wiele bardziej zauważalnie (np. intensywne opady). Tezy, mówiące o tym że „w pełni księżyca ryby nie biorą” albo „Najlepiej biorą w czasie nowiu” do mnie nie przemawiają. Zdarzały mi się rewelacyjne połowy w pełnię, jak i zejścia „o kiju” podczas nowiu. Wiara w ten fakt, to trochę jak wiara we wróżki – wszystko zależy od interpretacji. To być może przez to jest rzesza zwolenników tego typu teorii. Niepowodzenia nad wodą tłumaczyć zawsze można pełnią, a sukcesy wędkarskie – nowiem – oczywiście tylko wtedy kiedy to jest możliwe.

 

Efekty wiatru

Wiatr jest czynnikiem atmosferycznym, który może wpływać na zachowania ryb, a co za tym idzie, na efekty naszych połowów. Poza oczywistymi działaniami, jakie niesie ze sobą silny wiatr, czyli: wykluczenie rzucania małymi przynętami, wysoka fala itp. Wiatr może być wrogiem wędkarza, ale może być też jego sprzymierzeńcem. Są miejsca, gdzie woda jest uboga w tlen. Wiejący wiatr pomaga ją natleniać w wieloraki sposób. Na przykład, fala uderzająca o brzeg. Pofalowana powierzchnia wody powoduje także, że ryby stają się mniej płochliwe. Można więc śmiało pływać łódką albo brodzić, bez obawy, że ryzyko płoszenia drapieżników będzie tak wysokie, jak w przypadku połowów w warunkach bezwietrznych, gdy lustro wody jest niezakłócone. Wiatr, zwłaszcza w wodach stojących, powoduje przemieszczanie się mas planktonu i innych mikro organizmów, które są pożywieniem narybku, niektórych gatunków ryb oraz innych wodnych żyjątek. Dzięki temu łatwiej jest przewidzieć miejsca bytowania ryb.

 

Wpływ światła

To jeden z najbardziej niedocenianych czynników. Chodzi tutaj o wpływ światła słonecznego nie na same ryby, ale na wodny i nadbrzeżny ekosystem. Ostro świecące słońce nie tylko nagrzewa szybciej wodę, powodując rozmaite reakcje chemiczne w niej, ale działa przede wszystkim na podwodne i nadwodne rośliny. Przykładowo – szybko rosnące rośliny podwodne potrafią nawet podzielić miejscówki na te, w których woda jest zimna lub ciepła (nad nimi, pod powierzchnią jest nagrzana, a pod „dywanem” roślinności istnieje czasem całkiem spora strefa chłodniejszej wody). W latach, gdzie lato jest upalne, a zachmurzenie i opady są umiarkowane, zauważyć można całkowite pomieszanie z poplątaniem na swoich – wydawałoby się znanych łowiskach. Tymczasem mamy tu do czynienia z „Efektem motyla”. Jeden czynnik działa na drugi, ten na kolejny, tamten jeszcze na następny, a efekt końcowy może być tak odległy, że ciężko jest go w jakikolwiek sposób powiązać z przyczyną pierwotną. Przykładowo: wyginięcie jakiejś rośliny może spowodować brak stworzeń, które się nią żywią. Następnie ryb, które się żywią tym stworzeniem. W dalszej kolejności przesuwamy się w górę wzdłuż łańcucha pokarmowego i dochodzimy na jego szczyt – czyli drapieżników, które finalnie nie mają tego lata czego szukać w naszej „bankówce”. Temperatura wody determinowana nasłonecznieniem oprócz wpływu na roślinność ma także wpływ np. na tarło ryb. Poszczególne gatunki obierają w łowiskach rozmaite stanowiska, które nie zawsze są charakterystyczne dla ich gatunków z „książkowego” punktu widzenia. Może to wynikać z faktu, że na pewnych obszarach, łatwiej im jest o pożywienie, schronienie, bezpieczne odbycie tarła itd. To samo tyczy się bytowania poszczególnych gatunków ryb w typowych dla nich miejscach w łowisku.

 

Wpływ opadów

Ten jest nieunikniony. Przeważnie na skutek opadów podnosi się poziom wody, a co za tym idzie – zwiększa się ciśnienie pod wodą. Ryby stają się aktywniejsze. Inaczej sytuacja wygląda w wodach stojących, a inaczej w rzece. O ile w rzece poziom wody w czasie nawet długotrwałych opadów niekoniecznie musi wzrastać (manipulacja śluzami na zaporach), o tyle w wodzie stojącej poziom musi się podnieść. W rzekach przeważnie również się on podnosi. W takich sytuacjach nurt rzeki może również sporo nabrać na sile. Dlatego warto w takich sytuacjach poszukiwać ryb w innych stanowiskach niż można się ich spodziewać standardowo. Dobrym pomysłem są wszelkie miejsca, gdzie woda nie płynie. Starorzecza, które łączą się z korytem też są miejscem schronienia dla wielu gatunków, które nie chcą walczyć z naporem wielkich mas wody, który ma miejsce w nurcie. Ryby takie jak kleń, jaź i okoń często przemieszczają się w miejsca bezpośrednio stykające się z brzegiem. W rzekach podniesiona woda często wypłukuje z ziemi robaki, jaszczurki, ślimaki i inne stworzenia. Dobrze w takiej sytuacji jest łowić na lekko lub średnio obciążonego worma, którego zarzucamy wzdłuż brzegu pod prąd, aby swobodnie wpływał z nurtem. Można też pobawić się małymi wobkami, które z kolei prowadzimy pod prąd. Należy to jednak robić bardzo powoli. Lekkie podciąganie i granie przynętą w miejscu jest dobrym rozwiązaniem. Woblerki mogą być imitacjami rybek. Najmniejsze woblerki owadzie można spławiać z nurtem, co jakiś czas delikatnie przytrzymując. W ten sposób się zachowują owady, które zostały wymyte z brzegu i próbują walczyć z nurtem. Klenie, jazie i nawet bolenie lubią takie kąski.

 

 

Burze, wyładowania atmosferyczne

Czyli Zeus gromowładny w swoim żywiole… Naukowcy niejednokrotnie udowadniali, że niektóre zwierzęta boją się burzy. Jednym z drapieżników, który razem z Zeusem dostaje szału jest sum. Fakty są takie, że sam dwa razy w życiu zaciąłem dużego wąsacza właśnie w czasie burzy. Inna sprawa, że gdy burza jest blisko, to lepiej dać sobie spokój z łowieniem. Można zostać porażonym, nawet śmiertelnie w przypadku gdy piorun uderzy w wodę. Nadchodząca burza, gdy pływamy na łodzi, czy pontonie, jest natychmiastowym sygnałem do powrotu na brzeg. Suma w czasie burzy można „ustrzelić” wszędzie. Nawet w najmniej spodziewanych miejscach, o półmetrowej głębokości.

Skomentuj na Forum

Wpływ warunków pogodowych na zachowania ryb

 

Na to kiedy wybierzemy się na ryby, ma wpływ wiele czynników. Niektóre są bardzo przyziemne (np. kobiety albo praca ;-) ), ale są też nieco bardziej zagmatwane i niekoniecznie zależne od nas. Mowa tutaj o otaczającej nas przyrodzie. Ileż to razy w letnie po południe zrezygnowaliśmy z wypadu, bo żar lał się z nieba, tak że po całym dniu byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni? Ile razy temperatury minusowe zaraz po przeziębieniu zniechęciły nas od wypadu na pstrągi w lutym? Jak często uciekaliśmy znad wody przed burzą i ulewą? Ano właśnie – o to chodzi. Czasami gdy zaplanuję sobie popołudnie albo wieczór z wędką, to już przed południem sprawdzam prognozę pogody, by zorientować się, czy w ogóle warto się nastawiać na jakiekolwiek połowy, czy może zainwestować swój wolny czas w coś innego? A może dzięki takiemu rozeznaniu uda się lepiej rozplanować wyprawę i połów? Czasami można co nieco przewidzieć i zminimalizować możliwość porażki nad wodą. Połączyć kilka elementów układanki w całość, próbując się domyślić, gdzie dziś odnajdziemy dany gatunek, który ma być celem naszej wyprawy. Aby to zrobić musimy wiedzieć jak ryby reagują na zmiany atmosferyczne?

Z „Kalendarzy brań” publikowanych przez wędkarską prasę, którą czytałem za młodu, nie korzystałem nigdy. Chciałem kiedyś zweryfikować to najprostszą metodą z możliwych. Wracając z ryb, patrzyłem na „kalendarz brań”, który był publikowany w jednym magazynie wędkarskim, który wówczas czytywałem (czyli sto lat temu), po czym porównywałem go do swoich efektów. Nigdy nie patrzyłem na ów „kalendarz” przed wyjściem na ryby. Rozumiecie – nie chciałem się sugerować…

Efekty mojego sprawdzianu były „pół na pół” – wniosek więc był prosty – owe kalendarze są bzdurą wyssaną z palca (uważam, że aby coś było weryfikowalne, powinno mieć przynajmniej 90% sprawdzalności, w przeciwnym razie możemy mówić o przypadkach i zgadywankach). Kilka lat później zostałem uświadomiony w tej kwestii nieco bardziej przez dwóch bardzo dobrych i doświadczonych wędkarzy. Po prostu wykazali oni w prosty sposób ilość zmiennych, jakimi są czynniki atmosferyczne i ich wpływ na zachowania ryb na każdej wodzie. Mając na uwadze obszar naszego kraju, ilość i różnorodność łowisk, dawało to bardzo logiczny wniosek: „Nie można stwierdzić że np. dziś sumy będą żerować.” Na południu polski opady i niska temperatura, na północy słońce i susza, inny kierunek wiatru, inne ciśnienie itd. Logiczne jest więc, że ryby tych samych gatunków na różnych obszarach mogą się danego dnia zachowywać w skrajnie różny sposób. Sumy w Krakowie mogą żerować na potęgę, a już kilkaset kilometrów niżej, na tej samej Wiśle, mogą wręcz z obrzydzeniem odsuwać się od przepływających błystek i woblerów. Mając na uwadze, że ryby nie czytają wędkarskiej prasy, można śmiało powiedzieć że nie wiedzą, czy mają akurat dziś brać, czy nie, bo Pan Redaktor tak sobie wymyślił.

 

Poniżej zestawiłem poszczególne zjawiska atmosferyczne, starając się przybliżyć w jaki sposób mogą one oddziaływać na środowisko wodne (czyli nasze łowiska i ryby zamieszkujące w nich).

 

Wpływ fazy księżyca

Jest to czynnik, który bodaj najbardziej obrósł już w wędkarstwie gigantyczną mitologią. Wpływ odległości księżyca od słońca i ziemi na przyciąganie jest niepodważalny. Działa to między innymi na wodę. Teorii dotyczących fazy księżyca na brania ryb jest tak wiele i są one tak skomplikowane oraz zagmatwane (a w większości niepoparte żadnymi weryfikowalnymi argumentami), że uznałem że dopóki nauka nie odkryje bardziej szczegółowych danych na ten temat, to można wpływ księżyca całkowicie pominąć. Pływy, na które oddziałuje księżyc – a co za tym idzie – poziom wody i jego zmiany, są marginalne w porównaniu do innych czynników, które zmieniają np. wspomniany poziom wody o wiele bardziej zauważalnie (np. intensywne opady). Tezy, mówiące o tym że „w pełni księżyca ryby nie biorą” albo „Najlepiej biorą w czasie nowiu” do mnie nie przemawiają. Zdarzały mi się rewelacyjne połowy w pełnię, jak i zejścia „o kiju” podczas nowiu. Wiara w ten fakt, to trochę jak wiara we wróżki – wszystko zależy od interpretacji. To być może przez to jest rzesza zwolenników tego typu teorii. Niepowodzenia nad wodą tłumaczyć zawsze można pełnią, a sukcesy wędkarskie – nowiem – oczywiście tylko wtedy kiedy to jest możliwe.

 

Efekty wiatru

Wiatr jest czynnikiem atmosferycznym, który może wpływać na zachowania ryb, a co za tym idzie, na efekty naszych połowów. Poza oczywistymi działaniami, jakie niesie ze sobą silny wiatr, czyli: wykluczenie rzucania małymi przynętami, wysoka fala itp. Wiatr może być wrogiem wędkarza, ale może być też jego sprzymierzeńcem. Są miejsca, gdzie woda jest uboga w tlen. Wiejący wiatr pomaga ją natleniać w wieloraki sposób. Na przykład, fala uderzająca o brzeg. Pofalowana powierzchnia wody powoduje także, że ryby stają się mniej płochliwe. Można więc śmiało pływać łódką albo brodzić, bez obawy, że ryzyko płoszenia drapieżników będzie tak wysokie, jak w przypadku połowów w warunkach bezwietrznych, gdy lustro wody jest niezakłócone. Wiatr, zwłaszcza w wodach stojących, powoduje przemieszczanie się mas planktonu i innych mikro organizmów, które są pożywieniem narybku, niektórych gatunków ryb oraz innych wodnych żyjątek. Dzięki temu łatwiej jest przewidzieć miejsca bytowania ryb.

 

 

Wpływ światła

To jeden z najbardziej niedocenianych czynników. Chodzi tutaj o wpływ światła słonecznego nie na same ryby, ale na wodny i nadbrzeżny ekosystem. Ostro świecące słońce nie tylko nagrzewa szybciej wodę, powodując rozmaite reakcje chemiczne w niej, ale działa przede wszystkim na podwodne i nadwodne rośliny. Przykładowo – szybko rosnące rośliny podwodne potrafią nawet podzielić miejscówki na te, w których woda jest zimna lub ciepła (nad nimi, pod powierzchnią jest nagrzana, a pod „dywanem” roślinności istnieje czasem całkiem spora strefa chłodniejszej wody). W latach, gdzie lato jest upalne, a zachmurzenie i opady są umiarkowane, zauważyć można całkowite pomieszanie z poplątaniem na swoich – wydawałoby się znanych łowiskach. Tymczasem mamy tu do czynienia z „Efektem motyla”. Jeden czynnik działa na drugi, ten na kolejny, tamten jeszcze na następny, a efekt końcowy może być tak odległy, że ciężko jest go w jakikolwiek sposób powiązać z przyczyną pierwotną. Przykładowo: wyginięcie jakiejś rośliny może spowodować brak stworzeń, które się nią żywią. Następnie ryb, które się żywią tym stworzeniem. W dalszej kolejności przesuwamy się w górę wzdłuż łańcucha pokarmowego i dochodzimy na jego szczyt – czyli drapieżników, które finalnie nie mają tego lata czego szukać w naszej „bankówce”. Temperatura wody determinowana nasłonecznieniem oprócz wpływu na roślinność ma także wpływ np. na tarło ryb. Poszczególne gatunki obierają w łowiskach rozmaite stanowiska, które nie zawsze są charakterystyczne dla ich gatunków z „książkowego” punktu widzenia. Może to wynikać z faktu, że na pewnych obszarach, łatwiej im jest o pożywienie, schronienie, bezpieczne odbycie tarła itd. To samo tyczy się bytowania poszczególnych gatunków ryb w typowych dla nich miejscach w łowisku.

 

 

Wpływ opadów

Ten jest nieunikniony. Przeważnie na skutek opadów podnosi się poziom wody, a co za tym idzie – zwiększa się ciśnienie pod wodą. Ryby stają się aktywniejsze. Inaczej sytuacja wygląda w wodach stojących, a inaczej w rzece. O ile w rzece poziom wody w czasie nawet długotrwałych opadów niekoniecznie musi wzrastać (manipulacja śluzami na zaporach), o tyle w wodzie stojącej poziom musi się podnieść. W rzekach przeważnie również się on podnosi. W takich sytuacjach nurt rzeki może również sporo nabrać na sile. Dlatego warto w takich sytuacjach poszukiwać ryb w innych stanowiskach niż można się ich spodziewać standardowo. Dobrym pomysłem są wszelkie miejsca, gdzie woda nie płynie. Starorzecza, które łączą się z korytem też są miejscem schronienia dla wielu gatunków, które nie chcą walczyć z naporem wielkich mas wody, który ma miejsce w nurcie. Ryby takie jak kleń, jaź i okoń często przemieszczają się w miejsca bezpośrednio stykające się z brzegiem. W rzekach podniesiona woda często wypłukuje z ziemi robaki, jaszczurki, ślimaki i inne stworzenia. Dobrze w takiej sytuacji jest łowić na lekko lub średnio obciążonego worma, którego zarzucamy wzdłuż brzegu pod prąd, aby swobodnie wpływał z nurtem. Można też pobawić się małymi wobkami, które z kolei prowadzimy pod prąd. Należy to jednak robić bardzo powoli. Lekkie podciąganie i granie przynętą w miejscu jest dobrym rozwiązaniem. Woblerki mogą być imitacjami rybek. Najmniejsze woblerki owadzie można spławiać z nurtem, co jakiś czas delikatnie przytrzymując. W ten sposób się zachowują owady, które zostały wymyte z brzegu i próbują walczyć z nurtem. Klenie, jazie i nawet bolenie lubią takie kąski.

 

 

Burze, wyładowania atmosferyczne

Czyli Zeus gromowładny w swoim żywiole… Naukowcy niejednokrotnie udowadniali, że niektóre zwierzęta boją się burzy. Jednym z drapieżników, który razem z Zeusem dostaje szału jest sum. Fakty są takie, że sam dwa razy w życiu zaciąłem dużego wąsacza właśnie w czasie burzy. Inna sprawa, że gdy burza jest blisko, to lepiej dać sobie spokój z łowieniem. Można zostać porażonym, nawet śmiertelnie w przypadku gdy piorun uderzy w wodę. Nadchodząca burza, gdy pływamy na łodzi, czy pontonie, jest natychmiastowym sygnałem do powrotu na brzeg. Suma w czasie burzy można „ustrzelić” wszędzie. Nawet w najmniej spodziewanych miejscach, o półmetrowej głębokości.

Wpływ warunków pogodowych na zachowania ryb

 

Na to kiedy wybierzemy się na ryby, ma wpływ wiele czynników. Niektóre są bardzo przyziemne (np. kobiety albo praca ;-) ), ale są też nieco bardziej zagmatwane i niekoniecznie zależne od nas. Mowa tutaj o otaczającej nas przyrodzie. Ileż to razy w letnie po południe zrezygnowaliśmy z wypadu, bo żar lał się z nieba, tak że po całym dniu byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni? Ile razy temperatury minusowe zaraz po przeziębieniu zniechęciły nas od wypadu na pstrągi w lutym? Jak często uciekaliśmy znad wody przed burzą i ulewą? Ano właśnie – o to chodzi. Czasami gdy zaplanuję sobie popołudnie albo wieczór z wędką, to już przed południem sprawdzam prognozę pogody, by zorientować się, czy w ogóle warto się nastawiać na jakiekolwiek połowy, czy może zainwestować swój wolny czas w coś innego? A może dzięki takiemu rozeznaniu uda się lepiej rozplanować wyprawę i połów? Czasami można co nieco przewidzieć i zminimalizować możliwość porażki nad wodą. Połączyć kilka elementów układanki w całość, próbując się domyślić, gdzie dziś odnajdziemy dany gatunek, który ma być celem naszej wyprawy. Aby to zrobić musimy wiedzieć jak ryby reagują na zmiany atmosferyczne?

Z „Kalendarzy brań” publikowanych przez wędkarską prasę, którą czytałem za młodu, nie korzystałem nigdy. Chciałem kiedyś zweryfikować to najprostszą metodą z możliwych. Wracając z ryb, patrzyłem na „kalendarz brań”, który był publikowany w jednym magazynie wędkarskim, który wówczas czytywałem (czyli sto lat temu), po czym porównywałem go do swoich efektów. Nigdy nie patrzyłem na ów „kalendarz” przed wyjściem na ryby. Rozumiecie – nie chciałem się sugerować…

Efekty mojego sprawdzianu były „pół na pół” – wniosek więc był prosty – owe kalendarze są bzdurą wyssaną z palca (uważam, że aby coś było weryfikowalne, powinno mieć przynajmniej 90% sprawdzalności, w przeciwnym razie możemy mówić o przypadkach i zgadywankach). Kilka lat później zostałem uświadomiony w tej kwestii nieco bardziej przez dwóch bardzo dobrych i doświadczonych wędkarzy. Po prostu wykazali oni w prosty sposób ilość zmiennych, jakimi są czynniki atmosferyczne i ich wpływ na zachowania ryb na każdej wodzie. Mając na uwadze obszar naszego kraju, ilość i różnorodność łowisk, dawało to bardzo logiczny wniosek: „Nie można stwierdzić że np. dziś sumy będą żerować.” Na południu polski opady i niska temperatura, na północy słońce i susza, inny kierunek wiatru, inne ciśnienie itd. Logiczne jest więc, że ryby tych samych gatunków na różnych obszarach mogą się danego dnia zachowywać w skrajnie różny sposób. Sumy w Krakowie mogą żerować na potęgę, a już kilkaset kilometrów niżej, na tej samej Wiśle, mogą wręcz z obrzydzeniem odsuwać się od przepływających błystek i woblerów. Mając na uwadze, że ryby nie czytają wędkarskiej prasy, można śmiało powiedzieć że nie wiedzą, czy mają akurat dziś brać, czy nie, bo Pan Redaktor tak sobie wymyślił.

 

Poniżej zestawiłem poszczególne zjawiska atmosferyczne, starając się przybliżyć w jaki sposób mogą one oddziaływać na środowisko wodne (czyli nasze łowiska i ryby zamieszkujące w nich).

 

Wpływ fazy księżyca

Jest to czynnik, który bodaj najbardziej obrósł już w wędkarstwie gigantyczną mitologią. Wpływ odległości księżyca od słońca i ziemi na przyciąganie jest niepodważalny. Działa to między innymi na wodę. Teorii dotyczących fazy księżyca na brania ryb jest tak wiele i są one tak skomplikowane oraz zagmatwane (a w większości niepoparte żadnymi weryfikowalnymi argumentami), że uznałem że dopóki nauka nie odkryje bardziej szczegółowych danych na ten temat, to można wpływ księżyca całkowicie pominąć. Pływy, na które oddziałuje księżyc – a co za tym idzie – poziom wody i jego zmiany, są marginalne w porównaniu do innych czynników, które zmieniają np. wspomniany poziom wody o wiele bardziej zauważalnie (np. intensywne opady). Tezy, mówiące o tym że „w pełni księżyca ryby nie biorą” albo „Najlepiej biorą w czasie nowiu” do mnie nie przemawiają. Zdarzały mi się rewelacyjne połowy w pełnię, jak i zejścia „o kiju” podczas nowiu. Wiara w ten fakt, to trochę jak wiara we wróżki – wszystko zależy od interpretacji. To być może przez to jest rzesza zwolenników tego typu teorii. Niepowodzenia nad wodą tłumaczyć zawsze można pełnią, a sukcesy wędkarskie – nowiem – oczywiście tylko wtedy kiedy to jest możliwe.

 

Efekty wiatru

Wiatr jest czynnikiem atmosferycznym, który może wpływać na zachowania ryb, a co za tym idzie, na efekty naszych połowów. Poza oczywistymi działaniami, jakie niesie ze sobą silny wiatr, czyli: wykluczenie rzucania małymi przynętami, wysoka fala itp. Wiatr może być wrogiem wędkarza, ale może być też jego sprzymierzeńcem. Są miejsca, gdzie woda jest uboga w tlen. Wiejący wiatr pomaga ją natleniać w wieloraki sposób. Na przykład, fala uderzająca o brzeg. Pofalowana powierzchnia wody powoduje także, że ryby stają się mniej płochliwe. Można więc śmiało pływać łódką albo brodzić, bez obawy, że ryzyko płoszenia drapieżników będzie tak wysokie, jak w przypadku połowów w warunkach bezwietrznych, gdy lustro wody jest niezakłócone. Wiatr, zwłaszcza w wodach stojących, powoduje przemieszczanie się mas planktonu i innych mikro organizmów, które są pożywieniem narybku, niektórych gatunków ryb oraz innych wodnych żyjątek. Dzięki temu łatwiej jest przewidzieć miejsca bytowania ryb.

 

 

Wpływ światła

To jeden z najbardziej niedocenianych czynników. Chodzi tutaj o wpływ światła słonecznego nie na same ryby, ale na wodny i nadbrzeżny ekosystem. Ostro świecące słońce nie tylko nagrzewa szybciej wodę, powodując rozmaite reakcje chemiczne w niej, ale działa przede wszystkim na podwodne i nadwodne rośliny. Przykładowo – szybko rosnące rośliny podwodne potrafią nawet podzielić miejscówki na te, w których woda jest zimna lub ciepła (nad nimi, pod powierzchnią jest nagrzana, a pod „dywanem” roślinności istnieje czasem całkiem spora strefa chłodniejszej wody). W latach, gdzie lato jest upalne, a zachmurzenie i opady są umiarkowane, zauważyć można całkowite pomieszanie z poplątaniem na swoich – wydawałoby się znanych łowiskach. Tymczasem mamy tu do czynienia z „Efektem motyla”. Jeden czynnik działa na drugi, ten na kolejny, tamten jeszcze na następny, a efekt końcowy może być tak odległy, że ciężko jest go w jakikolwiek sposób powiązać z przyczyną pierwotną. Przykładowo: wyginięcie jakiejś rośliny może spowodować brak stworzeń, które się nią żywią. Następnie ryb, które się żywią tym stworzeniem. W dalszej kolejności przesuwamy się w górę wzdłuż łańcucha pokarmowego i dochodzimy na jego szczyt – czyli drapieżników, które finalnie nie mają tego lata czego szukać w naszej „bankówce”. Temperatura wody determinowana nasłonecznieniem oprócz wpływu na roślinność ma także wpływ np. na tarło ryb. Poszczególne gatunki obierają w łowiskach rozmaite stanowiska, które nie zawsze są charakterystyczne dla ich gatunków z „książkowego” punktu widzenia. Może to wynikać z faktu, że na pewnych obszarach, łatwiej im jest o pożywienie, schronienie, bezpieczne odbycie tarła itd. To samo tyczy się bytowania poszczególnych gatunków ryb w typowych dla nich miejscach w łowisku.

 

 

Wpływ opadów

Ten jest nieunikniony. Przeważnie na skutek opadów podnosi się poziom wody, a co za tym idzie – zwiększa się ciśnienie pod wodą. Ryby stają się aktywniejsze. Inaczej sytuacja wygląda w wodach stojących, a inaczej w rzece. O ile w rzece poziom wody w czasie nawet długotrwałych opadów niekoniecznie musi wzrastać (manipulacja śluzami na zaporach), o tyle w wodzie stojącej poziom musi się podnieść. W rzekach przeważnie również się on podnosi. W takich sytuacjach nurt rzeki może również sporo nabrać na sile. Dlatego warto w takich sytuacjach poszukiwać ryb w innych stanowiskach niż można się ich spodziewać standardowo. Dobrym pomysłem są wszelkie miejsca, gdzie woda nie płynie. Starorzecza, które łączą się z korytem też są miejscem schronienia dla wielu gatunków, które nie chcą walczyć z naporem wielkich mas wody, który ma miejsce w nurcie. Ryby takie jak kleń, jaź i okoń często przemieszczają się w miejsca bezpośrednio stykające się z brzegiem. W rzekach podniesiona woda często wypłukuje z ziemi robaki, jaszczurki, ślimaki i inne stworzenia. Dobrze w takiej sytuacji jest łowić na lekko lub średnio obciążonego worma, którego zarzucamy wzdłuż brzegu pod prąd, aby swobodnie wpływał z nurtem. Można też pobawić się małymi wobkami, które z kolei prowadzimy pod prąd. Należy to jednak robić bardzo powoli. Lekkie podciąganie i granie przynętą w miejscu jest dobrym rozwiązaniem. Woblerki mogą być imitacjami rybek. Najmniejsze woblerki owadzie można spławiać z nurtem, co jakiś czas delikatnie przytrzymując. W ten sposób się zachowują owady, które zostały wymyte z brzegu i próbują walczyć z nurtem. Klenie, jazie i nawet bolenie lubią takie kąski.

 

 

Burze, wyładowania atmosferyczne

Czyli Zeus gromowładny w swoim żywiole… Naukowcy niejednokrotnie udowadniali, że niektóre zwierzęta boją się burzy. Jednym z drapieżników, który razem z Zeusem dostaje szału jest sum. Fakty są takie, że sam dwa razy w życiu zaciąłem dużego wąsacza właśnie w czasie burzy. Inna sprawa, że gdy burza jest blisko, to lepiej dać sobie spokój z łowieniem. Można zostać porażonym, nawet śmiertelnie w przypadku gdy piorun uderzy w wodę. Nadchodząca burza, gdy pływamy na łodzi, czy pontonie, jest natychmiastowym sygnałem do powrotu na brzeg. Suma w czasie burzy można „ustrzelić” wszędzie. Nawet w najmniej spodziewanych miejscach, o półmetrowej głębokości.

Wpływ warunków pogodowych na zachowania ryb

 

Na to kiedy wybierzemy się na ryby, ma wpływ wiele czynników. Niektóre są bardzo przyziemne (np. kobiety albo praca ;-) ), ale są też nieco bardziej zagmatwane i niekoniecznie zależne od nas. Mowa tutaj o otaczającej nas przyrodzie. Ileż to razy w letnie po południe zrezygnowaliśmy z wypadu, bo żar lał się z nieba, tak że po całym dniu byliśmy zdruzgotani i wycieńczeni? Ile razy temperatury minusowe zaraz po przeziębieniu zniechęciły nas od wypadu na pstrągi w lutym? Jak często uciekaliśmy znad wody przed burzą i ulewą? Ano właśnie – o to chodzi. Czasami gdy zaplanuję sobie popołudnie albo wieczór z wędką, to już przed południem sprawdzam prognozę pogody, by zorientować się, czy w ogóle warto się nastawiać na jakiekolwiek połowy, czy może zainwestować swój wolny czas w coś innego? A może dzięki takiemu rozeznaniu uda się lepiej rozplanować wyprawę i połów? Czasami można co nieco przewidzieć i zminimalizować możliwość porażki nad wodą. Połączyć kilka elementów układanki w całość, próbując się domyślić, gdzie dziś odnajdziemy dany gatunek, który ma być celem naszej wyprawy. Aby to zrobić musimy wiedzieć jak ryby reagują na zmiany atmosferyczne?

Z „Kalendarzy brań” publikowanych przez wędkarską prasę, którą czytałem za młodu, nie korzystałem nigdy. Chciałem kiedyś zweryfikować to najprostszą metodą z możliwych. Wracając z ryb, patrzyłem na „kalendarz brań”, który był publikowany w jednym magazynie wędkarskim, który wówczas czytywałem (czyli sto lat temu), po czym porównywałem go do swoich efektów. Nigdy nie patrzyłem na ów „kalendarz” przed wyjściem na ryby. Rozumiecie – nie chciałem się sugerować…

Efekty mojego sprawdzianu były „pół na pół” – wniosek więc był prosty – owe kalendarze są bzdurą wyssaną z palca (uważam, że aby coś było weryfikowalne, powinno mieć przynajmniej 90% sprawdzalności, w przeciwnym razie możemy mówić o przypadkach i zgadywankach). Kilka lat później zostałem uświadomiony w tej kwestii nieco bardziej przez dwóch bardzo dobrych i doświadczonych wędkarzy. Po prostu wykazali oni w prosty sposób ilość zmiennych, jakimi są czynniki atmosferyczne i ich wpływ na zachowania ryb na każdej wodzie. Mając na uwadze obszar naszego kraju, ilość i różnorodność łowisk, dawało to bardzo logiczny wniosek: „Nie można stwierdzić że np. dziś sumy będą żerować.” Na południu polski opady i niska temperatura, na północy słońce i susza, inny kierunek wiatru, inne ciśnienie itd. Logiczne jest więc, że ryby tych samych gatunków na różnych obszarach mogą się danego dnia zachowywać w skrajnie różny sposób. Sumy w Krakowie mogą żerować na potęgę, a już kilkaset kilometrów niżej, na tej samej Wiśle, mogą wręcz z obrzydzeniem odsuwać się od przepływających błystek i woblerów. Mając na uwadze, że ryby nie czytają wędkarskiej prasy, można śmiało powiedzieć że nie wiedzą, czy mają akurat dziś brać, czy nie, bo Pan Redaktor tak sobie wymyślił.

 

Poniżej zestawiłem poszczególne zjawiska atmosferyczne, starając się przybliżyć w jaki sposób mogą one oddziaływać na środowisko wodne (czyli nasze łowiska i ryby zamieszkujące w nich).

 

Wpływ fazy księżyca

Jest to czynnik, który bodaj najbardziej obrósł już w wędkarstwie gigantyczną mitologią. Wpływ odległości księżyca od słońca i ziemi na przyciąganie jest niepodważalny. Działa to między innymi na wodę. Teorii dotyczących fazy księżyca na brania ryb jest tak wiele i są one tak skomplikowane oraz zagmatwane (a w większości niepoparte żadnymi weryfikowalnymi argumentami), że uznałem że dopóki nauka nie odkryje bardziej szczegółowych danych na ten temat, to można wpływ księżyca całkowicie pominąć. Pływy, na które oddziałuje księżyc – a co za tym idzie – poziom wody i jego zmiany, są marginalne w porównaniu do innych czynników, które zmieniają np. wspomniany poziom wody o wiele bardziej zauważalnie (np. intensywne opady). Tezy, mówiące o tym że „w pełni księżyca ryby nie biorą” albo „Najlepiej biorą w czasie nowiu” do mnie nie przemawiają. Zdarzały mi się rewelacyjne połowy w pełnię, jak i zejścia „o kiju” podczas nowiu. Wiara w ten fakt, to trochę jak wiara we wróżki – wszystko zależy od interpretacji. To być może przez to jest rzesza zwolenników tego typu teorii. Niepowodzenia nad wodą tłumaczyć zawsze można pełnią, a sukcesy wędkarskie – nowiem – oczywiście tylko wtedy kiedy to jest możliwe.

 

Efekty wiatru

Wiatr jest czynnikiem atmosferycznym, który może wpływać na zachowania ryb, a co za tym idzie, na efekty naszych połowów. Poza oczywistymi działaniami, jakie niesie ze sobą silny wiatr, czyli: wykluczenie rzucania małymi przynętami, wysoka fala itp. Wiatr może być wrogiem wędkarza, ale może być też jego sprzymierzeńcem. Są miejsca, gdzie woda jest uboga w tlen. Wiejący wiatr pomaga ją natleniać w wieloraki sposób. Na przykład, fala uderzająca o brzeg. Pofalowana powierzchnia wody powoduje także, że ryby stają się mniej płochliwe. Można więc śmiało pływać łódką albo brodzić, bez obawy, że ryzyko płoszenia drapieżników będzie tak wysokie, jak w przypadku połowów w warunkach bezwietrznych, gdy lustro wody jest niezakłócone. Wiatr, zwłaszcza w wodach stojących, powoduje przemieszczanie się mas planktonu i innych mikro organizmów, które są pożywieniem narybku, niektórych gatunków ryb oraz innych wodnych żyjątek. Dzięki temu łatwiej jest przewidzieć miejsca bytowania ryb.

 

 

Wpływ światła

To jeden z najbardziej niedocenianych czynników. Chodzi tutaj o wpływ światła słonecznego nie na same ryby, ale na wodny i nadbrzeżny ekosystem. Ostro świecące słońce nie tylko nagrzewa szybciej wodę, powodując rozmaite reakcje chemiczne w niej, ale działa przede wszystkim na podwodne i nadwodne rośliny. Przykładowo – szybko rosnące rośliny podwodne potrafią nawet podzielić miejscówki na te, w których woda jest zimna lub ciepła (nad nimi, pod powierzchnią jest nagrzana, a pod „dywanem” roślinności istnieje czasem całkiem spora strefa chłodniejszej wody). W latach, gdzie lato jest upalne, a zachmurzenie i opady są umiarkowane, zauważyć można całkowite pomieszanie z poplątaniem na swoich – wydawałoby się znanych łowiskach. Tymczasem mamy tu do czynienia z „Efektem motyla”. Jeden czynnik działa na drugi, ten na kolejny, tamten jeszcze na następny, a efekt końcowy może być tak odległy, że ciężko jest go w jakikolwiek sposób powiązać z przyczyną pierwotną. Przykładowo: wyginięcie jakiejś rośliny może spowodować brak stworzeń, które się nią żywią. Następnie ryb, które się żywią tym stworzeniem. W dalszej kolejności przesuwamy się w górę wzdłuż łańcucha pokarmowego i dochodzimy na jego szczyt – czyli drapieżników, które finalnie nie mają tego lata czego szukać w naszej „bankówce”. Temperatura wody determinowana nasłonecznieniem oprócz wpływu na roślinność ma także wpływ np. na tarło ryb. Poszczególne gatunki obierają w łowiskach rozmaite stanowiska, które nie zawsze są charakterystyczne dla ich gatunków z „książkowego” punktu widzenia. Może to wynikać z faktu, że na pewnych obszarach, łatwiej im jest o pożywienie, schronienie, bezpieczne odbycie tarła itd. To samo tyczy się bytowania poszczególnych gatunków ryb w typowych dla nich miejscach w łowisku.

 

 

Wpływ opadów

Ten jest nieunikniony. Przeważnie na skutek opadów podnosi się poziom wody, a co za tym idzie – zwiększa się ciśnienie pod wodą. Ryby stają się aktywniejsze. Inaczej sytuacja wygląda w wodach stojących, a inaczej w rzece. O ile w rzece poziom wody w czasie nawet długotrwałych opadów niekoniecznie musi wzrastać (manipulacja śluzami na zaporach), o tyle w wodzie stojącej poziom musi się podnieść. W rzekach przeważnie również się on podnosi. W takich sytuacjach nurt rzeki może również sporo nabrać na sile. Dlatego warto w takich sytuacjach poszukiwać ryb w innych stanowiskach niż można się ich spodziewać standardowo. Dobrym pomysłem są wszelkie miejsca, gdzie woda nie płynie. Starorzecza, które łączą się z korytem też są miejscem schronienia dla wielu gatunków, które nie chcą walczyć z naporem wielkich mas wody, który ma miejsce w nurcie. Ryby takie jak kleń, jaź i okoń często przemieszczają się w miejsca bezpośrednio stykające się z brzegiem. W rzekach podniesiona woda często wypłukuje z ziemi robaki, jaszczurki, ślimaki i inne stworzenia. Dobrze w takiej sytuacji jest łowić na lekko lub średnio obciążonego worma, którego zarzucamy wzdłuż brzegu pod prąd, aby swobodnie wpływał z nurtem. Można też pobawić się małymi wobkami, które z kolei prowadzimy pod prąd. Należy to jednak robić bardzo powoli. Lekkie podciąganie i granie przynętą w miejscu jest dobrym rozwiązaniem. Woblerki mogą być imitacjami rybek. Najmniejsze woblerki owadzie można spławiać z nurtem, co jakiś czas delikatnie przytrzymując. W ten sposób się zachowują owady, które zostały wymyte z brzegu i próbują walczyć z nurtem. Klenie, jazie i nawet bolenie lubią takie kąski.

 

 

Burze, wyładowania atmosferyczne

Czyli Zeus gromowładny w swoim żywiole… Naukowcy niejednokrotnie udowadniali, że niektóre zwierzęta boją się burzy. Jednym z drapieżników, który razem z Zeusem dostaje szału jest sum. Fakty są takie, że sam dwa razy w życiu zaciąłem dużego wąsacza właśnie w czasie burzy. Inna sprawa, że gdy burza jest blisko, to lepiej dać sobie spokój z łowieniem. Można zostać porażonym, nawet śmiertelnie w przypadku gdy piorun uderzy w wodę. Nadchodząca burza, gdy pływamy na łodzi, czy pontonie, jest natychmiastowym sygnałem do powrotu na brzeg. Suma w czasie burzy można „ustrzelić” wszędzie. Nawet w najmniej spodziewanych miejscach, o półmetrowej głębokości.